Liczba odwiedzin bloga

piątek, 30 marca 2012

Rozdział Drugi: Siostra


Dzień chylił się już ku zachodowi. Niebo nabrało barwy dojrzałej pomarańczy, gdy czerwona tarcza dotknęła horyzontu. Przy ostatnich podmuchach dziennej bryzy ocean złocił się i marszczył leciutko. Od miejskich murów emanowało gorąco. Ludzie wychodzili na spacery, ponieważ na zewnątrz było chłodniej niż w ich własnych domach. Kto nie chciałby przystanąć na chwilę i rzucić okiem na ten zniewalający widok zachodu słońca w Port Royal?

- Na pewno to ja! – wrzasnęła ironicznie do dwóch umięśnionych zbirów, goniących ją od momentu, w którym omówiła oddania pieniędzy ich szefowi. – Zrozumcie – odwróciła się do nich twarzą i dalej biegła tyłem – To nie byłam ja! Nawet nie jestem mężczyzną!

Gdy próba pozbycia się mięśniaków drogą dyplomatyczną spaliła na panewce, wykonała zwrot o 180 stopni, po czym zniknęła w jednym z mrocznych zaułków. Wpadła do baru tylnym wejściem. Barman wyraźnie zaskoczony jej towarzystwem za ladą, upuścił kufel. Na szczęście pusty. Dziewczyna przerzuciła wiotkie ciało nad ladą i odpychając się rękoma od bywalców baru, wyskoczyła przez główne drzwi. Przystanęła na chwilę. Wzięła głęboki oddech, wpuściła do płuc świeże powietrze – czego nie można było powiedzieć o tym w barze – szybko spojrzała na lewo potem na prawo i skoczyła w lewo, w stronę portu.

Zbiry, o sporej masie, miały większe problemy z przelatywaniem nad ladami barów, dlatego wyjście z pubu zabrało im trochę czasu. Stanęli na ulicy. Spojrzeli po sobie porozumiewawczo i rozbiegli się w dwie strony.

- Kurcze! – wycedziła przez zęby, gdy rozejrzała się po porcie i nie zobaczyła żadnego miejsca zdatnego na kryjówkę. – Ha, ha! To może się udać… - szepnęła zaraz po ujrzeniu wielkiego statku, przycumowanego nieopodal. Rozejrzała się w poszukiwaniu jakiejś szalupy. – Szlag! – nie znalazła jej. Usłyszała stukot butów o kocie łby. – Niedobrze… - rzuciła się nabrzeżem ponownie w lewo.

Jeszcze raz w lewo w najbliższą uliczkę. Zobaczyła przed sobą wysoką postać w długim płaszczu, a co ważniejsze pokaźną sakiewkę u jej pasa. Przechodzień zwolnił kroku. Ha! Ułatwia mi robotę!, powiedziała w myślach. Na wysokości kolejnego zaułka znalazła się u boku mężczyzny. Chwyciła mieszek i niechybnie biegłaby dalej, gdyby nie uniemożliwiła jej tego silna ręka wciągająca dziewczynę za sobą w otchłań zaułka. Sakiewka wypadła z damskiej dłoni, mocno ściśniętej i wpadła w długie palce mężczyzny. Ów człowiek drugą ręką zasłonił jej usta, jednocześnie przyciskając ją z całej siły do zimnej, wilgotnej, wiecznie ukrytej w cieniu ściany.

Serce waliło jej w piersi. Oddech był krótki i szybki. Tajemnicza postać zwróciła wzrok nieznacznie w stronę uliczki, po której przebiegł, dysząc ciężko, znajomy zbój. Mężczyzna zluzował uścisk. Przykładając palec do ust, nakazał milczenie. Skinęła delikatnie głową, zaczynała się uspokajać. Nałożył jej na głowę swój kapelusz, zdjął płaszcz i wręczył jej, mówiąc: „załóż to”. Usłuchała, a czemu by nie? Wysunęli się z ciemności.

- Witaj Siostrzyczko… - szepnął, pochylając się ku niej nieznacznie.

- Miło cię widzieć, Reaper – uśmiechnęła się, gdy usłyszała znajomy głos.

- Potrzebuję pomocy… yyy… em… Wie pan kapitanie, jak to jest, nie zawsze uda się uratować wszystkich ludzi – rzucił, gdy zobaczył kolejnego zbira. Dziewczyna skinęła głową, udając niezwykle zajętą słowami człowieka u jej boku, który teraz bynajmniej nie wyglądał jak kapitan. – Uf, niewiele brakowało – powiedział, gdy bandyta ich minął. – Słyszałaś o śmierci Matki?

- Mhm… - mruknęła i poczuła jak łzy napływają jej do oczu.

- I wiesz zapewne, że ktoś pomógł jej umrzeć…

- Tak, wiem – z trudem przełknęła ślinę. – Ale James, nie możesz się za to obwiniać, to nie była twoja wina – wypowiedziała te słowa najdelikatniej jak potrafiła, kiedy zobaczyła wyraz twarzy kapitana.

- Ale gdybym tam był, byłbym w stanie ją uratować…

Przystanęli na chwilę. Znajdowali się w porcie. Od strony sporego statku nadpływała szalupa.

- Nie zadręczaj się… Nie możesz… Ja… ja tam byłam… - był szokowany, dlaczego o tym nie wiedział? – I to ja jej nie uratowałam…! Zrozum…! Mogłam to zrobić, ale z przyczyn, których nawet nie potrafię wyjaśnić, nie zrobiłam tego!

Jej twarz zalała się łzami. Szalupa przybiła do kei i czekała na nich.

- Chodź, wsiadaj – powiedział głosem wypranym z jakichkolwiek emocji.

Wsiedli do szalupy. Zapanowała niezręczna cisza, która trwała aż do przybycia do statku. Gdy wdrapali się na pokład, cała załoga umilkła. Reaper spojrzał pytająco na Tueura. Francuz odwrócił się na chwilę w stronę załogi i machnął szybko ręką. Marynarze wrócili do pracy, szepcząc między sobą. Kapitan wskazał ręką swoje drzwi i skłonił się lekko. Siostra ruszyła w ich kierunku.

- Kapitanie, co robimy? – zwrócił się oficer do kapitana.

            - Na razie zostajemy w porcie – rzucił i zaczął się oddalać.

            - Kapitanie! – Reaper odwrócił się z wyraźnie zniesmaczonym wyrazem twarzy. – Czy mógłbym spytać…

            - Zawsze możesz, wiesz o tym – przerwał mu Diabeł.

            Francis zbliżył się do Reapera i mruknął mu do ucha:

            - Kim jest ta kobieta?

            - Ona? – pochylił głowę lekko w stronę swojej kajuty. – To moja siostra.

            - Ale kapitanie… - wyjąkał, jednak rozmówca uznał sprawę za zamkniętą i odszedł. – Co tu się, do stu diabłów, dzieje! – warknął do siebie.

***

            - Byłeś już na Tortudze? – spytała go drżącym głosem.

            - Byłem. – po dłuższej chwili milczenia dodał – Niestety moje przewidywania potwierdziły się…

            - Siedzi? – wbiła błękitne oczy w postać kapitana.

            - Na nieszczęście…

            - Tu? W Port Royal?

            - Ehem… Nie będzie łatwo… Masz może jakiś plan?

            - Ja? – wytrzeszczyła oczy. – Pytasz mnie? Po tym, co ci powiedziałam, myślałam, że nie będziesz chciał ze mną pracować…

            - Chcę.

            - W takim razie, będzie nam potrzebna jeszcze jedna osoba…

            - Kto i gdzie jest? – spojrzał na nią oczami błyszczącymi nadzieją.

            Siostra podniosła wzrok. Błękitne oczęta uśmiechnęły się na chwilę.

            - Kuzyn. A jest tu, w Port Royal.

4 komentarze:

  1. Mam nadzieję, że nie straciłaś weny twórczej na kolejne części? Bo akcja coraz ciekawiej się rozkręca. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że nie! Wena jest po mojej stronie :) Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Postaram się niedługo dodać nową część.
      Selene

      Usuń
  2. Kiedy będzie możliwość, aby zapoznać się z kolejną częścią? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo przepraszam, że tyle to trwało. Kolejna część już dostępna. Zapraszam i oczywiście miłej lektury.
      Selene

      Usuń