W
gospodzie „pod Zarżniętym Wieprzem”, aż roiło się od złych
ludzi, szumowin, morderców, złodziei i oczywiście piratów, w
większości piratów. Jednym z nich był dobrze zbudowany jegomość,
zajmujący najlepsze strategicznie w tawernie. Wybrał sobie
najciemniejszy kąt, tuż za małym stolikiem. Rozparł się wygodnie
na trzeszczącym krześle i obserwował drzwi. Coś miało się
zdarzyć. Czekał. Czekał na kogoś, kogo nie sprowadzi tu chęć
wlania w siebie rumu. Czekał…
Jego
przyjaciel miał dom na plaży, na drugim końcu miasta. To był też
jego dom. Współlokator zarabiał na życie w dość nietypowy
sposób… To właśnie ciekawe zdolności kamrata przywiodły tego
człowieka do baru. Znał tylko dwie nieomylne osoby i gdyby
nadarzyła się możliwość rozmowy z drugą, można było by rzec,
że słuchał ich obu.
Gość w barze uśmiechnął się do siebie lekko, gdy zobaczył w drzwiach dwie postaci i przywołał pewien cytat: „Magia? Voodoo? I inne bzdety! On po prostu oszukuje ludzi!”. Reaper!
***
-
Czy naprawdę musimy z nim współpracować? – jęknął Reaper w
drzwiach knajpy. – Nie obejdzie się?
-
Ni… - odpowiedział damski głos. – NIE – powtórzyła postać
w bardziej męski sposób. – W pewnym stopniu jesteście do siebie
podobni…
-
Nigdy tak nie mów! Prawdą jest, że…
-
Ci… ciszej… - syknęła. – Ściany mają uszy… - spojrzała
na pijaka, który siedział przy barze, bacznie się im przyglądając.
Kapitan
musiał wziąć głęboki oddech. Czasem emocje odgrywały zbyt ważną
rolę. Nigdy nie powinien sobie na to pozwalać.
W
tawernie panował chaos. Na samym środku sali trwała krwawa bójka.
Pod ścianą leżał jakiś brudas, który głośno chrapiąc,
zagłuszał muzykę graną przez pewnego chudzielca na pianinie.
Barman beznamiętnie wycierał ladę, która to została przed chwilą
oblana rumem, co było powodem bójki w centrum knajpy.
Reaper stwierdził, że wszystko jest w porządku. Szukał jeszcze jednego nieodłącznego elementu pirackiego baru. Wodził wzrokiem po najdalszych częściach lokalu. Znalazł go. W słabym świetle świec zdołał ujrzeć tylko wyszczerzone, białe zęby. Westchnął i ruszył w tamtą stronę. Siostra podążyła za nim. Obiecała nie zachowywać się jak arystokratka, którą była z urodzenia, ale nie mogła się powstrzymać przed patrzeniem, na schlanych w trupa mężczyzn, z wyraźną pogardą. Diabeł przysunął sobie krzesło i usiadł na nim okrakiem. Zobaczył tego człowieka, raz czy dwa. Wiedział, że mieszka z osobą, której poszukiwał. Co prawda nigdy nie widział ich razem, obok siebie, ale wiedział to, czuł.
- Wiedziałem, że on się nigdy nie myli – zakpił z kapitana tajemniczy człowiek.
- Potrzebujemy… - Reaperowi słowa ugrzęzły w gardle, trzymała je tam jego duma.
- Oczywiście, że tak! – zachichotał. – On wiedział, że ktoś będzie potrzebował jego pomocy… - podrapał się po brodzie. – Ale nie sądziłem, że przyjdzie sam kapitan James Reaper!
- Ciszej, na miłość boską! – warknęła Siostra, widząc skwaszoną minę towarzysza.
Diabeł spiorunował ją wzrokiem. Według niego nigdy nie było, nie ma i nie będzie czegoś takiego jak „bóg”, a co za tym idzie „miłość boska”.
- Zaprowadzisz nas do niego? – powiedział Reaper władczo.
- Oczywiście – odpowiedział śpiewnym tonem człowiek, który prosił się o to, żeby oberwać piąchą prosto w nos. – Chodźcie… - rzekł zaraz po wielkim łyku alkoholu.
Cała trójka szybkim krokiem opuściła „pod Zarżniętym Wieprzem”, z czego bardzo zadowolona była Siostra, która źle czuła się w tego typu miejscach. Zaraz po wyjściu zatrzymała się na chwilę, by cieszyć płuca miłym, świeżym powietrzem.
- Chodź, nie mamy dużo czasu – ponaglił przewodnik.
***
Już
sam zapach wskazywał na to, że w tym domu nie może mieszkać
normalny człowiek. Zatęchłe, ciężkie, a w dodatku wilgotne
powietrze nie sprzyjało życiu. Gdyby tego było mało, wypełniały
je zapachy zgnilizny i rozkładu.
Ceglana
piwnica oświetlona tylko kilkoma marnymi świeczkami, z których
większość zbliżała się już do końca swego żywota. W kątach
zwisały luźno pajęczyny. Przemoknięte drewno półek, uginało
się pod ciężarem książek i sporych słoików, wypełnionych po
brzegi najróżniejszymi oraz najobrzydliwszymi rzeczami. Z sufitu
zwisały skrawki brudnego, czerwonego materiału, a między nimi
kołysały się martwe ptaki i zające. W małych klatkach w kącie
piszczały szare myszy. Wśród tego wszystkiego, na jednej z kilku
twardych poduszek, leżących na podłodze, siedział Kuzyn.
Przewodnik
wprowadził kapitana i Siostrę
do piwnicy. Dziewczyna stanęła w drzwiach i wyrażając swoją
dezaprobatę, zatkała nos. Kuzyn
otworzył jedno oko. Łypał nim przez chwilę to na kapitana, to na
dziewczynę.
-
Cieszę się, że cię widzę przyjacielu! Co cię do mnie sprowadza?
- powiedzieli Diabeł
i Kuzyn
chórem, po czym Reaper dodał: – Skończ z tym! Dobrze wiesz, jaki
jest mój interes.
-
Zgadza się. Zatem siądź kapitanie. Niechaj cię ugoszczę.
-
Nie trzeba – rzucił sucho. - Pomożesz mi czy nie?
-
Gdy ktoś taki, jak sam Diabeł
przychodzi
z prośbą o pomoc... - rzucił okiem na poirytowaną twarz żeglarza.
- Pomogę – zakończył szybko.
-
Musimy obmyślić plan – szepnęła Siostra.
-
Po co ci plan?! - wrzasnął magik.
-
A jak inaczej masz zamiar wyciągnąć Brata
z
więzienia? Będziesz liczył na cud?!
-
Chciałbym o coś zapytać – zwrócił się do Reapera. - Dlaczego
właściwie chcesz wyciągnąć swojego brata z więzienia?
-
Nie mojego brata, tylko naszego znajomego – Brata...
-
Przecież
jest tutaj – wskazał na swojego współlokatora.
-
To nie on – rzekła Siostra
bez
owijania w bawełnę.
-
Naprawdę? James? Wiesz, że nic nie widzę bez okularów. Czy ten
człowiek nie jest Bratem?
- spytał, marszcząc czoło.
-
Nie.
Kuzyn
westchnął.
-
Oszukałeś mnie...
Przewodnik
próbował uciec, ale drogę zasłoniła mu arystokratka. Odwrócił
się w stronę Kuzyna,
który już celował do niego z pistoletu. Oczywiście chybił, nie
widząc nic bez okularów, więc sięgnął po nie i wycelował
ponownie. Kula trafiła oszusta prosto między oczy. Trup legł na
podłogę. Siostra
ominęła go i zbliżyła się Reapera.
-
Myślałem, że sobie żartujesz, naprawdę nie wiedziałeś, że to
nie on? - zaśmiał się kapitan.
-
Mówiłem, bez okularów nic nie widzę, a zakładam je tylko do
czytania – gestem nakazał rozbawionemu Diabłu
milczenie. - James, ja nie miewam przeczuć tak jak ty. Żeby się
czegoś dowiedzieć muszę podjąć jakieś konkretne działania, a
nie nagle, ni stąd, ni zowąd dostaję informację. W moim wypadku
trzeba użyć medytacji lub innych sracji, których i tak nie
zrozumiesz, niewierzący – bąknął. - A on miał podobny głos,
wzrost, więc uwierzyłem...
-
Zresztą nieważne. Przejdźmy do konkretów: kiedy najlepiej udać
się po naszego kamrata?
-
Może ty nam powiesz, panie wszystko przeczuwający? – szydził
Kuzyn.
-
A może ty wprowadzisz się w stan jakiejś sracji? - odparował
Reaper.
Magik
pochylił się do przodu, czołem dotknął zimnej podłogi. Nagle
szybko podniósł ciało ku górze i zaczął coś krzyczeć z rękoma
wzniesionymi pod sufit. Kapitan przewrócił oczami. Kuzyn
rzucił pewną dziwną kulką, która po zetknięciu z ziemią
zamieniła się w dym i mamrotał dalej.
-
O! O! O! O! Oooouuuuooo!
-
Przestań się wygłupiać – zganił go
Diabeł.
-
Aaaaaaaeeeeeoooo!... Jutro koło pierwszej po południu. Wtedy
następuje zmiana warty – powiedział speszony. - Bez tych, jak to
ująłeś „wygłupów”, bym się nie dowiedział!
-
Dobra musimy gdzieś przeczekać do jutra – zwrócił się Reaper
do Siostry.
-
Na górze są dwa pokoje. Możecie się tam zdrzemnąć –
powiedział życzliwie.
-
Gdzie ty będziesz spał?
-
Tutaj.
-
Ale zanim pójdziecie, obmyślmy jakiś plan, bo koleżanka nie
zaśnie z przerażenia – uśmiechnął się pogardliwie.
Chciałabym
przeprosić, że tak długo nic się nie pojawiło. Zajmowałam się
głównie zupełnie innym opowiadaniem, które być może kiedyś
znajdzie się na tym blogu. Następne części postaram się dodawać
częściej oraz może uczynię je trochę dłuższymi.
Selene