Witajcie!
Bardzo przepraszam, że tyle musieliście czekać, w dodatku nie na cały rozdział, ale na jego pierwszą część. Wybaczcie. Spowodowane to było wybitnym brakiem weny jak również poważnym przygnębieniem. Jestem okropna, ale postanawiam poprawę (i módlmy się, żeby mi się udało). Mam cichą nadzieję, że będę w stanie Wam jakoś zrekompensować moją długą nieobecność. Byłoby miło, gdybyście z tego powodu mnie nie opuścili...
Pozdrawiam i zabieram się do pracy,
Selene
Liczba odwiedzin bloga
czwartek, 7 czerwca 2012
Rozdział Czwarty: Brat (część pierwsza)
Rano,
gdy na górnych piętrach domku Kuzyna
słońce przedzierało się małe okienka, Siostra
podniosła
się obolała z cienkiej maty ułożonej na nierównej podłodze.
Przeciągnęła się, zrobiła skłon i wątłymi rękoma potarła
bolące plecy. Potem wyszeptała wszystkie możliwe przekleństwa, we
wszystkich znanych jej językach, pod adresem kapitana i tego
nienormalnego magika.
-
Po co, do ciężkiej cholery, zgodziłam się na nocleg u tego
szajbusa!? - zapytała swojego mizernego odbicia w żółtym,
pękniętym lustrze, które, oprócz maty i przeciekającej beczki z
wodą, było jedynym przedmiotem w tym pokoiku.
-
No tak, już wiem... Nie powinnam się sprzeciwiać, gdy Reaper się
zgadza, to nie sprzyja moim planom... - odpowiedziała sobie po
chwili. - Jeszcze się za to odegram Diable!
Zamilkła
szybko i przybrała blady uśmiech, gdyż rozległo się pukanie do
drzwi, przez które i tak było wszystko widać – były zbite z
różnej długości i grubości kawałków drewna.
-
Prosz... - rzuciła ku drzwiom, spod lustra.
-
Dobry... - przywitał się Reaper. - Widziałaś może...?
-
Kuzyna?
- odwróciła się twarzą do kapitana. - Niestety nie. A co? Zgubił
się gdzieś?
-
Tak jakby... - powiedział mierzwiąc palcami roztrzepane włosy.
-
Czyli go nie ma? - otworzyła szerzej oczy, udając lekkie zdumienie
i zainteresowanie sprawą.
-
W domu go nie ma, ale nie sprawdzałem jeszcze na zewnątrz. Zatem
tak jakby się zgubił.
-
Acha. Pomóc ci go znaleźć?
-
Nie, poradzę sobie – rzekł zamyślony i wyszedł.
-
Po co on tu przylazł? - zapytała znów siebie samą. - Nie ważne,
nie czepiaj się go tak, bo w końcu się zdradzisz – przeczesała
włosy palcami i usiadła na macie.
Reaper
zdumiał się niezmiernie, gdy po wyjściu z chatki zobaczył
zaginionego wariata, siedzącego przy ognisku.
-
Co ty robisz na zewnątrz? Już byłem skłonny sądzić, że ktoś
cię uprowadził – krzyknął kapitan do Kuzyna.
-
Robię śniadanie. Nie ma mojego współlokatora, więc muszę sam
przygotować jedzenie. Wy jesteście moimi gości i nie mogę was o
to poprosić – powiedział, jakby to było oczywiste.
Kapitan
zastanowił się chwilę i stwierdził, że to ma sens. Przysiadł
się.
-
Gdzie dziewczyna? - magik podniósł wzrok na Reapera.
-
Udaje nieobrażoną w swoim pokoju – kapitan rzucił spojrzenie
obranemu ze skóry zwierzęciu, które jego towarzysz obracał na
kiju nad ogniskiem.
-
Ciekawe...
-
Co to jest?! - wrzasnęła, nie kryjąc obrzydzenia
Siostrzyczka,
która właśnie wyszła z domu.
-
To? - magik wskazał zwierzę.
-
I już narzeka. Kobiety – zaśmiał się cicho kapitan.
-
Oto właśnie przykład, dlaczego nie nadają się na żeglarzy –
odpowiedział gospodarz.
-
Co tam tak szepczecie? Tak to! Co to za diabelstwo!?
-
To nasze śniadanie – dziewczyna wzdrygnęła się na myśl, że
właśnie usłyszała to, czego najbardziej nie chciała usłyszeć.
-
Przepraszam – powstrzymała arystokracką część siebie i dała
dojść do głosu Siostrze
–
złodziejce i piratce.
-
Nie ma za co. Siadaj i jedz – Kuzyn
machnął
ręką w swoim kierunku.
Nie
można powiedzieć, że to, co działo się dalej to przyjemny widok.
Trójka obskurnych, śmierdzących ludzi siedziała na rozkładających
się kłodach, a gdyby tego było mało, szarpała zębami krwiste
mięso. Na całe szczęście jeden zając znika raczej szybko, jeśli
jest pożerany przez aż trójkę ludzi. Po jedzeniu jeszcze raz
powtórzyli plan, który teraz wydał im się nie mieć sensu, jednak
nikt nie protestował. Plan był tylko po to, żeby uczestnicy
operacji czuli się pewnie, a nie po to, żeby się go trzymać.
Następnie zebrali ekwipunek, wykąpali się w morzu i przygotowali
się mentalnie do ataku na więzienie.
Nim
zbliżyli się do więzienia na odległość półtorej mili, kapitan
i czarownik rozmawiali o swoich wspólnych wyprawach, których
notabene było niewiele, a dziewczyna szła obok z głową w
chmurach. Gdy byli już blisko grubych, wysokich murów więzienia
przyczaili się w zaroślach i czekali na zmianę warty.
Czekali
około dwudziestu minut, pocąc się okropnie w południowym słońcu.
W końcu nadeszło dwóch żołnierzy, rozmawiających wesoło.
Minęli czyhających piratów i skręcili za róg budowli. Po chwili
zza tego samego rogu wychynęli dwaj umorusani na twarzach mężczyźni
w mundurach angielskich. Magik i Reaper wyskoczyli zza krzaków i
schwytali wartowników. Po czym przebrali się w ich mundury.
Siostra,
której zadaniem było udawanie świeżo schwytanej przestępczyni,
dała się zakuć w ciężkie, żelazne, lekko zardzewiałe kajdany.
Zwarci
i gotowi do działania wyszli zza rogu więzienia, zostawiwszy swoje
rzeczy za krzewem. Dziewczyna szarpała się na wszystkie strony,
udając, że próbuje uciec.
Stanąwszy
przed główną bramą, panowie zasalutowali strażnikom.
-
Kim jest ta dziewka? - spytał jeden mężczyzn, pilnujących wstępu
do więzienia.
-
To złodziejka – powiedział ze wzgardą kapitan. Ściszył głos i
dodał: - Podobno przebywała także w towarzystwie piratów.
-
Ma tu zaczekać na osądzenie. Ech i tak wszyscy wiemy, że zawiśnie,
ale takie jest prawo... - dopowiedział
Kuzyn.
-
W takim razie, wchodźcie. Na pewno znajdzie się dla niej miejsce!
Piractwo! - Krzyknął i splunął Siostrze
pod nogi.
-
Otwórzcie bramę – krzyknął strażnik ku górze.
Wielkie,
masywne wrota otworzyły się z głośnym szczękiem. Weszli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)