Liczba odwiedzin bloga

sobota, 14 kwietnia 2012

Rozdział Trzeci: Kuzyn


W gospodzie „pod Zarżniętym Wieprzem”, aż roiło się od złych ludzi, szumowin, morderców, złodziei i oczywiście piratów, w większości piratów. Jednym z nich był dobrze zbudowany jegomość, zajmujący najlepsze strategicznie w tawernie. Wybrał sobie najciemniejszy kąt, tuż za małym stolikiem. Rozparł się wygodnie na trzeszczącym krześle i obserwował drzwi. Coś miało się zdarzyć. Czekał. Czekał na kogoś, kogo nie sprowadzi tu chęć wlania w siebie rumu. Czekał…

Jego przyjaciel miał dom na plaży, na drugim końcu miasta. To był też jego dom. Współlokator zarabiał na życie w dość nietypowy sposób… To właśnie ciekawe zdolności kamrata przywiodły tego człowieka do baru. Znał tylko dwie nieomylne osoby i gdyby nadarzyła się możliwość rozmowy z drugą, można było by rzec, że słuchał ich obu.

Gość w barze uśmiechnął się do siebie lekko, gdy zobaczył w drzwiach dwie postaci i przywołał pewien cytat: „Magia? Voodoo? I inne bzdety! On po prostu oszukuje ludzi!”. Reaper!

***

- Czy naprawdę musimy z nim współpracować? – jęknął Reaper w drzwiach knajpy. – Nie obejdzie się?

- Ni… - odpowiedział damski głos. – NIE – powtórzyła postać w bardziej męski sposób. – W pewnym stopniu jesteście do siebie podobni…

- Nigdy tak nie mów! Prawdą jest, że…

- Ci… ciszej… - syknęła. – Ściany mają uszy… - spojrzała na pijaka, który siedział przy barze, bacznie się im przyglądając.

Kapitan musiał wziąć głęboki oddech. Czasem emocje odgrywały zbyt ważną rolę. Nigdy nie powinien sobie na to pozwalać.

W tawernie panował chaos. Na samym środku sali trwała krwawa bójka. Pod ścianą leżał jakiś brudas, który głośno chrapiąc, zagłuszał muzykę graną przez pewnego chudzielca na pianinie. Barman beznamiętnie wycierał ladę, która to została przed chwilą oblana rumem, co było powodem bójki w centrum knajpy.

Reaper stwierdził, że wszystko jest w porządku. Szukał jeszcze jednego nieodłącznego elementu pirackiego baru. Wodził wzrokiem po najdalszych częściach lokalu. Znalazł go. W słabym świetle świec zdołał ujrzeć tylko wyszczerzone, białe zęby. Westchnął i ruszył w tamtą stronę. Siostra podążyła za nim. Obiecała nie zachowywać się jak arystokratka, którą była z urodzenia, ale nie mogła się powstrzymać przed patrzeniem, na schlanych w trupa mężczyzn, z wyraźną pogardą. Diabeł przysunął sobie krzesło i usiadł na nim okrakiem. Zobaczył tego człowieka, raz czy dwa. Wiedział, że mieszka z osobą, której poszukiwał. Co prawda nigdy nie widział ich razem, obok siebie, ale wiedział to, czuł.

- Wiedziałem, że on się nigdy nie myli – zakpił z kapitana tajemniczy człowiek.

- Potrzebujemy… - Reaperowi słowa ugrzęzły w gardle, trzymała je tam jego duma.

- Oczywiście, że tak! – zachichotał. – On wiedział, że ktoś będzie potrzebował jego pomocy… - podrapał się po brodzie. – Ale nie sądziłem, że przyjdzie sam kapitan James Reaper!

- Ciszej, na miłość boską! – warknęła Siostra, widząc skwaszoną minę towarzysza.

Diabeł spiorunował ją wzrokiem. Według niego nigdy nie było, nie ma i nie będzie czegoś takiego jak „bóg”, a co za tym idzie „miłość boska”.

- Zaprowadzisz nas do niego? – powiedział Reaper władczo.

- Oczywiście – odpowiedział śpiewnym tonem człowiek, który prosił się o to, żeby oberwać piąchą prosto w nos. – Chodźcie… - rzekł zaraz po wielkim łyku alkoholu.

Cała trójka szybkim krokiem opuściła „pod Zarżniętym Wieprzem”, z czego bardzo zadowolona była Siostra, która źle czuła się w tego typu miejscach. Zaraz po wyjściu zatrzymała się na chwilę, by cieszyć płuca miłym, świeżym powietrzem.

- Chodź, nie mamy dużo czasu – ponaglił przewodnik.

***

Już sam zapach wskazywał na to, że w tym domu nie może mieszkać normalny człowiek. Zatęchłe, ciężkie, a w dodatku wilgotne powietrze nie sprzyjało życiu. Gdyby tego było mało, wypełniały je zapachy zgnilizny i rozkładu.

Ceglana piwnica oświetlona tylko kilkoma marnymi świeczkami, z których większość zbliżała się już do końca swego żywota. W kątach zwisały luźno pajęczyny. Przemoknięte drewno półek, uginało się pod ciężarem książek i sporych słoików, wypełnionych po brzegi najróżniejszymi oraz najobrzydliwszymi rzeczami. Z sufitu zwisały skrawki brudnego, czerwonego materiału, a między nimi kołysały się martwe ptaki i zające. W małych klatkach w kącie piszczały szare myszy. Wśród tego wszystkiego, na jednej z kilku twardych poduszek, leżących na podłodze, siedział Kuzyn.

Przewodnik wprowadził kapitana i Siostrę do piwnicy. Dziewczyna stanęła w drzwiach i wyrażając swoją dezaprobatę, zatkała nos. Kuzyn otworzył jedno oko. Łypał nim przez chwilę to na kapitana, to na dziewczynę.

- Cieszę się, że cię widzę przyjacielu! Co cię do mnie sprowadza? - powiedzieli Diabeł i Kuzyn chórem, po czym Reaper dodał: – Skończ z tym! Dobrze wiesz, jaki jest mój interes.

- Zgadza się. Zatem siądź kapitanie. Niechaj cię ugoszczę.

- Nie trzeba – rzucił sucho. - Pomożesz mi czy nie?

- Gdy ktoś taki, jak sam Diabeł przychodzi z prośbą o pomoc... - rzucił okiem na poirytowaną twarz żeglarza. - Pomogę – zakończył szybko.

- Musimy obmyślić plan – szepnęła Siostra.

- Po co ci plan?! - wrzasnął magik.

- A jak inaczej masz zamiar wyciągnąć Brata z więzienia? Będziesz liczył na cud?!

- Chciałbym o coś zapytać – zwrócił się do Reapera. - Dlaczego właściwie chcesz wyciągnąć swojego brata z więzienia?

- Nie mojego brata, tylko naszego znajomego – Brata...

- Przecież jest tutaj – wskazał na swojego współlokatora.

- To nie on – rzekła Siostra bez owijania w bawełnę.

- Naprawdę? James? Wiesz, że nic nie widzę bez okularów. Czy ten człowiek nie jest Bratem? - spytał, marszcząc czoło.

- Nie.

Kuzyn westchnął.

- Oszukałeś mnie...

Przewodnik próbował uciec, ale drogę zasłoniła mu arystokratka. Odwrócił się w stronę Kuzyna, który już celował do niego z pistoletu. Oczywiście chybił, nie widząc nic bez okularów, więc sięgnął po nie i wycelował ponownie. Kula trafiła oszusta prosto między oczy. Trup legł na podłogę. Siostra ominęła go i zbliżyła się Reapera.

- Myślałem, że sobie żartujesz, naprawdę nie wiedziałeś, że to nie on? - zaśmiał się kapitan.

- Mówiłem, bez okularów nic nie widzę, a zakładam je tylko do czytania – gestem nakazał rozbawionemu Diabłu milczenie. - James, ja nie miewam przeczuć tak jak ty. Żeby się czegoś dowiedzieć muszę podjąć jakieś konkretne działania, a nie nagle, ni stąd, ni zowąd dostaję informację. W moim wypadku trzeba użyć medytacji lub innych sracji, których i tak nie zrozumiesz, niewierzący – bąknął. - A on miał podobny głos, wzrost, więc uwierzyłem...

- Zresztą nieważne. Przejdźmy do konkretów: kiedy najlepiej udać się po naszego kamrata?

- Może ty nam powiesz, panie wszystko przeczuwający? – szydził Kuzyn.

- A może ty wprowadzisz się w stan jakiejś sracji? - odparował Reaper.

Magik pochylił się do przodu, czołem dotknął zimnej podłogi. Nagle szybko podniósł ciało ku górze i zaczął coś krzyczeć z rękoma wzniesionymi pod sufit. Kapitan przewrócił oczami. Kuzyn rzucił pewną dziwną kulką, która po zetknięciu z ziemią zamieniła się w dym i mamrotał dalej.

- O! O! O! O! Oooouuuuooo!

- Przestań się wygłupiać – zganił go Diabeł.

- Aaaaaaaeeeeeoooo!... Jutro koło pierwszej po południu. Wtedy następuje zmiana warty – powiedział speszony. - Bez tych, jak to ująłeś „wygłupów”, bym się nie dowiedział!

- Dobra musimy gdzieś przeczekać do jutra – zwrócił się Reaper do Siostry.

- Na górze są dwa pokoje. Możecie się tam zdrzemnąć – powiedział życzliwie.

- Gdzie ty będziesz spał?

- Tutaj.

- Ale zanim pójdziecie, obmyślmy jakiś plan, bo koleżanka nie zaśnie z przerażenia – uśmiechnął się pogardliwie.

***

Chciałabym przeprosić, że tak długo nic się nie pojawiło. Zajmowałam się głównie zupełnie innym opowiadaniem, które być może kiedyś znajdzie się na tym blogu. Następne części postaram się dodawać częściej oraz może uczynię je trochę dłuższymi.

Selene

2 komentarze: